Zurich Barcelona Marathon 2017

Zurich Barcelona Marathon 2017

Do Barcelony przyleciałem już w piątek po południu. Odebrałem pakiet i zameldowałem się w wynajętym mieszkaniu. Po krótkim odpoczynku ruszyłem na miejską plażę. Jakże cudownie było móc przechadzać się boso po piaszczystej plaży mając na sobie krótkie spodenki i koszulkę. Jeszcze parę godzin temu zakutany w kurtkę, czapkę i szalik jechałem zimnym miejskim autobusem na lotnisko Chopina w Warszawie. A teraz grzeje się w słońcu na hiszpańskiej plaży.
Po kilkukilometrowym spacerze wróciłem do hotelu. Na sobotę planowane jest zwiedzanie.

Sobotni poranek przywitał mnie pięknym wschodem słońca.
Barcelonę zamierzałem zwiedzać przemieszczając się metrem – założenie było takie, żeby jak najmniej chodzić. Już wczoraj nabyłem 10-cio przejazdowy bilet (kosztuje niecałe 10€). Niestety założenia, założeniami a okoliczności swoje. Było zbyt pięknie i ciepło by przesiedzieć dzień pod ziemią. Ruszyłem więc pieszo z plaży kierując się w stronę widocznych po przeciwnej stronie miasta wzgórz. Stamtąd w stronę stadionu miejsca startu maratonu by po krótkiej wizycie na expo udać się na Camp Nou i następnie w stronę plaży z której rano wyruszyłem. Okazało się, że w zakładany “dzień bez chodzenia” przeszedłem 31 kilometrów. W trakcie spaceru nie zapomniałem oczywiście o ładowaniu węgli ( i innych)…

 

W niedzielę obudziłem się już po 4. Zjadłem kilka kromek białego pieczywa z dżemem truskawkowym a jako, że nie chciało mi się już siedzieć bezczynnie w hotelu ruszyłem w stronę Startu. Było jeszcze ciemno, choć papugi już skrzeczały goniąc się po palmach.
Wsiadłem do metra. Jednak po pierwszej stacji postanowiłem się przejść. W końcu miałem jeszcze sporo czasu. Szedłem śpiącymi jeszcze ulicami. Tylko gdzieniegdzie pojawiali się zataczając wracający do domów imprezowicze.

Po dotarciu na miejsce siedziałem jakiś czas na schodach z widokiem na miasto i linię startu. Biegacze powoli zaczynali się zbierać. Oddałem więc rzeczy do depozytu i zacząłem rozgrzewkę.
Po kilkunastu minutach udałem się do swojej strefy czasowej. Jeszcze chwila i ruszamy 🙂

Przy dźwiękach Barcelony (Queen) przekraczam linię startu. Dookoła mnóstwo ludzi. Biegaczy i kibiców. I tak już będzie całą trasę. Kibice stali, krzyczeli i dopingowali wzdłuż całej 42 kilometrowej trasy. Pierwszy raz spotkałem się z takim dopingiem. Co jakiś czas biegacze spotykali grupy bębniarzy, muzyków, zespołów muzycznych zagrzewających do biegu. Nogi niosły same.

Trasa maratonu przebiegała przez między innymi Camp Nou, Sagrada Familia (katedra zaprojektowana  przez A. Gaudiego), Stare Miasto, Plac Kataloński, wzdłóż

To nie był planowany maraton. W dodatku kilka tyg. wykluczonych z treningu z powodu choroby tuż przed spowodowały, że biegłem tylko po to, żeby ukończyć. Więc biegnę sobie spokojnie klepiąc asfalt..
Rozmawiam ze spotykanymi po drodze rodakami i kibicami. Ostatnie 2 kilometry biegłem na oparach. Byłem strasznie głodny i brakowało mi już mocy.
Do pasa z numerem startowym przyczepioną miałem zipami flagę Polski. Tak jak podczas maratonu w Amsterdamie chciałem wbiec z rozwiniętą flagą na metę. Na kilometr przed metą próbuję ją odpiąć od pasa. Niestety materiał namókł a zipy niewiadomym sposobem zaciągnęły się mocniej. Siłowałem się z nią ok 500m żeby w końcu ostatnie kilkaset metrów wbiec z powiewającą nad głową biało-czerwoną flagą.

Czas jaki zobaczyłem na zegarze przekraczając metę trochę mnie zaskoczył. 3:08:21.

Po maratonie poszedłem do hotelu pieszo, wzdłuż trasy dopingując biegnących.
Po południu jeszcze ostatni, dłuższy spacer i trzeba było się pakować.

W samolocie spotkałem Olę i Marcina, którzy nota bene lecieli też do Barcelony tym samym samolotem co ja.

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *